Rock Republika
Blog o muzyce progresywnej, art rockowej, rockowej, metalowej, progmetalowej i każdej, która mi się spodoba. Subiektywnie o muzyce.
niedziela, 24 listopada 2013
David Minasian - Masquerade (feat. Andrew Latimer)
Ale okładka koszmar. Za to solo Andy Latimera Palce lizać.
Camel - The Snow Goose /Friendship /Rhayader Goes To Town [1975]
A tak to leciało przed laty. Dla mnie album legenda.
Powrót Śnieżnej Gęsi
Zespół Camel jest jednym z moich ulubionych. Cała dyskografia na półce, koncert w Sali Kongresowej z września 2000 r. zaliczony. Kilka wspaniałych płyt, kilka bardzo dobrych i wspaniała niepowtarzalna gitara Andy Latimera. Niestety Andy na wiele lat zamilkł a świat dowiedział się o poważnej chorobie. Pod koniec 2007 r. muzyk przeszedł operację przeszczepu szpiku. Operacja zakończona sukcesem. Andy ogłosił powrót do czynnego grania. W 2010 r. światło dzienne ujrzała płyta "Random Acts of Beauty" Davida Minasiana. Album zawierający sztampowe neo - progrockowe granie przeszedł by pewnie bez echa, gdyby nie otwierający płytę utwór "Masquerada" w którym gościnnie wystąpił Latimer. Zagrał na gitarze i co więcej zaśpiewał. To był namacalny dowód powrotu do zdrowia i miód na uszy dla fanów artysty. Jednak z obozu Camel nie dochodziły kolejne wieści. Ostatni studyjny album grupy "A Nod at the Wink" pochodził z 2002 r. To już 11 lat bez nowej muzyki ukochanego zespołu. Aż w końcu Andy ogłosił, że pier... emeryturę i rusza w trasę o takim właśnie tytule. Koniec 2013 i początek 2014 r. to cały szereg koncertów Camel. Niestety w kalendarium koncertów brak miast z naszego kraju. Ponadto Camel wydal płytę z nagranym na nowo albumem "The Snow Goose". Niestety dla mnie to spore rozczarowanie. Nie podejrzewam Andy'ego, że album wydano w celach typowo merkantylnych (chociaż kasa zawsze sie przyda). Zadaję sobie jednak pytanie jaki sens ma nagrywanie ponownie czegoś już doskonałego w dodatku doskonale znanego. Płyta była ponadto kilkakrotnie w całości odgrywana na koncertach, co udokumentowano choćby na "A live Record". Co więcej w 2002 r. ukazał się remaster płyty a w 2009 r. wersja de luxe, gdzie na drugim CD znalazła sie koncertowa wersja Śnieżnej Gęsi. Jako fan zespołu mam dylemat, czy kupić ten album. Znam to na pamięć i zastanawiam się czy zapowiadane zmiany w aranżacji niektórych utworów są w stanie cokolwiek zmienić w postrzeganiu tej płyty. Na razie cieszę się z powrotu Andy Latimera, czekam na koncert w Polsce i zapowiadany nowy album studyjny.
środa, 13 listopada 2013
"Iron Man" - Tony Iommi
Autor: Tony Ioimmi
Wydawca: Kagra Krzysztof Grausz
2013
Jako fan Black Sabbath i Tony’ego
w szczególności nie mogłem przegapić tej autobiografii. Książka jest w zasadzie
zapisem dość luźnych (aczkolwiek chronologicznie ułożonych) opowieści Tony’ego
spisanych przez TJ Lammersa. Pomimo
dość skromnych w stosunku do wielu lat działalności muzycznej Iommiego rozmiarów
340 stron, książka daje dobry obraz przebiegu Jego kariery. Do tego kolorowe
zdjęcia z prywatnych archiwów muzyka. Jak dla mnie zdjęć mogło być więcej. Ale w
końcu to jednak to nie album fotograficzny. Książka nie aspiruje także do bycia
jakąś kroniką dziejów zespołu i jego lidera. To jak zaznaczyłem na wstępie
opowieści Tony’ego z różnych etapów kariery, począwszy od dzieciństwa,
wspomnianego dość przelotnie, do ostatniej płyty solowej „Fused” z 2005 r.
Książkę czyta się bardzo przyjemnie, a przy okazji przypominamy sobie
najważniejsze momenty związane z funkcjonowaniem Black Sabbath a także z
karierą solową Iommiego. Oczywiście wszystkie te sprawy zarówno radosne chwile
sukcesów i jak trudne momenty, jak
choćby rozpad klasycznego składu zespołu widzimy z perspektywy Tonego Iommiego.
Książka potwierdza, że od początku to Ioimi był faktycznym liderem zespołu.
Dzięki niemu zespół utrzymywał integralność w pierwszej fazie działalności, on był motorem jego
działania po odejściu Ozzy'ego. Oczywiście Tony nie przysługuje
sobie wprost tych zasług. Opowiada prostolinijnie i z humorem a przy tym
odnoszę wrażenie, że bardzo szczerze. Dużo przy tym ciekawostek zakulisowych
historii, dowcipnych opowiastek z życia zespołu i współpracowników. A że żył i
tworzył w barwnych i zwariowanych czasach, to opowieści naprawdę potrafią
rozbawić. Przy okazji można dowiedzieć się sporo na temat zespołu i co mnie
bardzo zainteresowało technicznych aspektów gry Iommiego. Nie będę zdradzał
szczegółów, ale wszystkich fanów rocka zachęcam do lektury. Na pewno nie
pożałujecie. A ja teraz staram się zdobyć autobiografię Ozzy’ego. Zobaczymy jak
on wspomina te same przecież historie.
PS.
Co do warstwy edycyjnej bez rewelacji. Szkoda, że książka nie jest dostępna w
wersji w twardych okładkach. Ale i tak super, że się w Polsce ukazała.
niedziela, 10 listopada 2013
"The Mountain" Haken
1. The Path" 2:462. Atlas Stone" 7:32
3. Cockroach King" 8:14
4. In Memoriam" 4:17
5. Because It's There" 4:23
6. Falling Back to Earth" 11:50
7. As Death Embraces" 3:13
8. Pareidolia" 10:50
9. Somebody" 9:00
10.The Path Unbeaten(bonustrack)
11.Nobody (bonustrack)
data wydania 2013 r.
Moja ocena: 5/6 *
Od zawsze uważam, że w muzyce najważniejsza jest melodia, motyw muzyczny, riff na którym oparty jest utwór. Jak sięgnąć pamięcią wszystkie wielkie ponadczasowe hity rockowe, popowe oparte są na jakimś mniej lub bardziej złożonym motywie czy to gitarowym, klawiszowym czy perkusyjnym bądź basowym. Nie inaczej jest w muzyce progresywnej. Weźmy na przykład ponad 40 minutowy "Thick the brick" Jethro Tull. Zasadniczo mamy charakterystyczny motyw - gitara, flet + charakterystyczny zaśpiew Andersona a dalej leci tup-tup-parapupup - przetwarzany w ramach różnych wariacji z wyciszeniem w środku utworu. Podobnie w wielu art-rockowych suitach.
Zespół Haken do perfekcji opanował umiejętność wymyślania ciekawych melodii. Jednak najważniejsze jest właśnie to, co następnie zespół wyczynia z taką muzyczną podstawą. Mamy tu w zasadzie wszystko: ostre rockowe granie, fragmenty jazzowe, wymyślne harmonie wokalne. A wszystko płynnie i logicznie wypływa jedno z drugiego. Ani chwili nudy. Płyta zaczyna się od spokojnego wstępu w postaci "The Path". A dalej "Atlas Stone"delikatny wstęp (trochę jak z Anathemy) i dalej jazda muzyka wybucha dość intensywnie, pojawia się w tle tajemniczy chór, wszystko przechodzi w spokojną partię wokalną, którą zastępują lekko jazzowe zaśpiewy jak z Uli Dudziak i wszystko wraca do głównego tematu śpiewanego przez wokalistę- a to dopiero początek! Trudno to opisać w szczegółach. I tak muzyka przykuwa nas do głośników do samiutkiego końca. Mój ulubiony utwór to na dzisiaj "Cocroach King". Porywające harmonie wokalne na początek i przemyślana konstrukcja całości - palce lizać. Na płycie brak słabszych momentów!
W stu procentach zgadzam się z opiniami o tej płycie i ogólnie zespole, że grają obecnie najbardziej zróżnicowaną i progresywną muzykę. Płyta nie jest koncept albumem, ale tematycznie jest refleksją na temat zdobywania szczytów, rozumianych jako życiowe cele, które często wydają się nieosiągalne. Jest to jedna z tych płyt, które wymagają kilkukrotnego przesłuchania, aby chwyciły. Przyznam, że dopiero po trzecim - czwartym odtworzeniu wsiąkłem i obecnie to najczęściej odtwarzany przeze mnie album W moim prywatnym rankingu to poważny kandydat na płytę roku. Jest to najlepszy, najbardziej dopracowany album Haken, a trzeba powiedzieć, że zarówno "Aquarius" z 2010 r. jak i "Visions" z 2011 r. to albumy niemalże doskonałe.
Recenzowany album to wersja limitowana z dwoma bonustrackami (i tą radzę wybrać). "The Path Unbeaten" to instrumentalna wersja utworu otwierającego płytę, "Nobody" to akustyczna wersja "Somebody" z podstawowego setu.
Haken rozwija się wspaniale z płyty na płytę i na dzisiaj bije na głowę nawet bardziej utytułowaną prog - metalową konkurencję. A w zasadzie tak naprawdę trudno ich muzykę jednoznacznie zaszufladkować. W każdym razie polecam gorąco.
Ps. polecam także wywiad z Richardem Henshallem w najnowszym numerze Lizard. Sporo dowiadujemy się o płycie i okolicznościach jej powstawania.
*stosuję skalę 6 stopniową jak w szkole, 1 oznacza kompletnego knota - 6 ponadczasowe arcydzieło.
sobota, 9 listopada 2013
Black Sabbath w Atlas Arenie - rozterek koncertowych ciąg dalszy.
Ledwie ochłonąłem po informacji, że w Łodzi zagra Peter Gabriel, Eventim przesłał kolejna informację - w 11 czerwca 2014 roku w Atlas Arenie w Łodzi zagra Black Sabbath. Zanosi się więc, że Łódź odwiedzę w 2014 co najmniej dwukrotnie. Nie ma co, takiej gratki nie można pominąć. Chociaż z uwagi na stan zdrowia Tony'ego Iommi można mieć obawy, czy i w jakim ostatecznie składzie zespół pojawi się w Polsce. Ale też drugiej szansy na koncert legendy metalu w prawie oryginalnym składzie (zamiast Billa Warda bębni Brad Wilk, znany choćby z występów w Audioslave i Rage Against the Machine). Obowiązkowe dla wszystkich fanów muzyki rockowej.
A przy okazji Łodź staje się Mekką dla fanów rocka, ciekawe. Szkoda, że nie Gdańsk, ale może i w naszej Ergo Arenie w 2014 r. zagoszczą ciekawi wykonawcy. Miejmy nadzieję.
Bilety do nabycia tutaj
Peter Gabriel rozterki płytowo - koncertowe.
Od 2002 r. czekamy na nową płytę studyjną Petera. Owszem po drodze był projekt Big Blue Ball (całkiem ciekawy), była płyta z coverami "Scratch my Back" (do mnie osobiście nie trafia, nudna po prostu) i koncertowo - symfoniczne wersje utworów z poprzednich płyt Pana Piotra zatytułowane "New Blood" (też niestety średnio to wyszło), ale pełnowartościowego albumu niestety się nie doczekaliśmy. A w tym roku Peter uraczył nas kolejną sygnowaną swoim nazwiskiem płytą "And I'll Scratch Yours". Tyle, że nie jest to płyta nagrana przez byłego frontmana Genesis, a Jego utwory wykonywane przez innych znanych artystów. Płyta pojawiła się dość nieoczekiwanie i wzbudziła spore emocje. Niestety pomimo tego, że nagrania dokonali tacy wspaniali artyści jak choćby Dawid Byrne (I don't remember), Brian Eno (Mother of Violence) czy śp. Lou Reed (Solsbury Hill), a na płycie pojawia się wiele klasyków Gabriela, albumu nie da się słuchać. W zasadzie wszystkie utwory zostały przez artystów zmasakrowane. Zastanawiam się dlaczego Gabriel postanowił firmować to dzieło własnym nazwiskiem. Nie mam nic przeciwko coverom czy płytom z serii tribute, ale udziwnianie na siłę doskonałych przecież kompozycji jest nie do przyjęcia. Przyznam, że w miarę słuchania tej płyty szczęka opadała mi coraz niżej, i to bynajmniej nie z zachwytu. W zasadzie, żaden z utworów nie zasługuje na uwagę, a całość należy potraktować raczej jako eksperyment i ciekawostkę. A moja rada - omijać. Tym większa szkoda, bo nie ukrywam, że Peter Gabriel to jeden z moich ulubionych wykonawców.
Ale odnośnie Petera są na szczęście także dobre wiadomości. Otóż artysta wystąpi 12 Maja
2014 w łódzkiej Atlas Arenie, wykonując w całości swój wybitny solowy
album " So ". W 25 rocznicę wydania multi - platynowego albumu „So” Peter Gabriel
wyrusza w trasę wraz z zespołem, który towarzyszył mu przeszło 25 lat
temu. Będziemy mieli okazję usłyszeć kultowy album „So” w całości. To nie jest akurat moja ulubiona płyta z dyskografii Petera, ale i tak bilet kupuję. Co prawda do maja dużo czasu, ale mam nadzieję, że nic ni pokrzyżuje planów jego organizacji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



